Ewolucja kłamstwa Wołyńskiego na Ukrainie i w Polsce

„Niestety, coraz bardziej jestem przekonany, że żyjemy w społeczeństwie chłopów pańszczyźnianych, zniewolonym, zindoktrynowanym. Społeczeństwie, które zostanie zniszczone przez system w ciągu najbliższych kilkunastu lat”

To słowa kandydata na Prezydenta Polski Pawła Kukiza. Czy są słuszne? Niestety chyba tak. Parę dni temu Rosjanie w odpowiedzi na unijne sankcje nie wpuścili Marszałka Senatu RP do „wrogiej” Rosji. Dokładnie w tym samym czasie miał miejsce podobny incydent tylko już w „bratniej” Ukrainie. Oto nowe władze Ukrainy odmówiły wjazdu obywatelom Polski udającym się na groby Polaków pomordowanych przez UPA w Hucie Pieniackiej. Nie była to zresztą jedyna miejscowość na Kresach, w której jak dobrze wiemy ukraińscy nacjonaliści bestialsko mordowali polskie dzieci, kobiety i starców.

Zezwierzęcenie i sadyzm Upowców były tak ogromne, że trudno je sobie wyobrazić człowiekowi przy zdrowych zmysłach. Współczesne władze Ukrainy, które ze zdegenerowanych zbrodniarzy czynią teraz „herojów” skwapliwie milczą na temat tzw. Rzezi Wołyńskiej. Walka z pamięcią ofiar Wołynia trwa i oto każdy kto ośmiela się mówić o obecnym kłamstwie Wołyńskim – nie bójmy się tego słowa – jest w Polsce opluwany i obrażany. Jednak promocja kłamstwa Wołyńskiego ewoluuje i dziś już władzę Ukrainy same określają kto może odwiedzać groby swych przodków, a kto nie. W kraju, w którym jeszcze 2 lata temu z mównicy Sejmowej nie raz padały dobitne słowa dotyczące samej zbrodni Wołyńskiej oraz jej ofiar i sprawców, obecnie jest to temat zabroniony. Czy więc naród polski jest skazany na „zniszczenie przez system” jak to ze smutkiem powiedział Paweł Kukiz?

Niestety staczamy się po równi pochylej. Pytania „Jak?”, „Dlaczego?”, „W jakim celu?” powoli zaczynają znikać z tzw. debaty publicznej. Są one wypierane wymiocinami prymitywnej propagandy podżegactwa wojennego i zwykłej głupoty. Naród polski – naród z ponad 1000 letnią tradycją – przegrywa właśnie w walce z bankierami oraz sklepami dyskontowymi. Co bardziej wartościowi ludzie zmuszeni byli do emigracji zarobkowej po to by w dali od kraju myjąc naczynia w restauracji ze smutkiem obserwować powolne wygaszanie ducha polskości. Oto dożyliśmy czasów w których Polacy udający się na historycznie polskie ziemie, na groby przodków, spotykają się z szykanami organów państwa ukraińskiego, które nie może i nie chce rozliczyć się ze zbrodniami przeszłości. Jest to posunięte do tego stopnia, iż na tablicy w miejscu morderstwa ponad 1000 obywateli Polski w Hucie Pieniackiej nikczemnie pominięto milczeniem sprawców tej masowej zbrodni. Smutne jest także to, iż polscy dziennikarze pod dyktando swych zagranicznych wydawców szczują jednych Polaków przeciwko innym Polakom. Wywołuje to najgorsze skojarzenia czasów Stalinizmu, w których „Trybuny Ludu” również opluwały ludzi którzy w tamtych czasach potrafili zadawać niewygodne dla władzy pytania. Dzisiejsze medialne brednie o braterskiej Ukrainie wypisz wymaluj przypominają braterską miłość do Kraju Rad. Tymczasem na Ukrainie nadal mieszkają Polacy, którym systematycznie odmawia się tam nawet namiastki tych praw i przywilejów, które w Polsce posiadają Ukraińcy. Siostra mojego dziadka mieszkająca w latach 40tych na Wołyniu została zamordowana siekierą przez swego męża Ukraińca z polecenia bandy UPA, która pewnego poranka przyszła do nich do domu. Dlatego osobiście dotyka mnie to, że dzisiejsze neofaszystowskie środowiska na Ukrainie odmawiają Polakom możliwości złożenia kwiatów na mogiłach swych przodków mordowanych piłami, siekierami i widłami przez dziadków dzisiejszych hersztów bojówek z Majdanu

Tomasz Omanski

About Author

Skontaktuj się ze mną: