Hieny ……………

We Wrocławiu hieny można spotkać nie tylko w super-drogim ogrodzie zoologicznym. Te bestie
wyległy na ulice i mają się dobrze jak nigdy dotąd. Polują na ludzi starszych, chorych, słabych,
samotnych i bezbronnych. Żywią się nie ich mięsem, ale nieruchomościami.
Jak informuje Gazeta Wrocławska, mieszkania odbiera wrocławianom „kto żyw. Gangsterzy?
Lichwiarze? Też. Ale w historiach, które docierają do nas od lat, występują też… policjant –
dzielnicowy jednego z komisariatów, dyrektorka hospicjum, wysoka rangą urzędniczka z sądu.
Ostatnio pojawiła się też opowieść o opiekunce współpracującej z wrocławskim Miejskim Centrum
Usług Socjalnych, czyli instytucji podległej magistratowi.”
W 2010 roku pewna staruszka podarowała mieszkanie córce swojej opiekunki socjalnej. „Dwa lata
później starsza pani zmarła, a po dwóch kolejnych latach okazało się, że… była
ubezwłasnowolniona, gdy podpisywała akt notarialny darowizny mieszkania. Córka socjalnej
opiekunki zapewnia nas, że jej mama i mamy praca nie miały nic wspólnego z podarunkiem, o
ubezwłasnowolnieniu nikt nie wiedział, a staruszka – pani Wanda – była okazem zdrowia.” Jednak
jak wynika z artykułu, staruszka była leczona psychiatrycznie, zaś decyzję o ubezwłasnowolnieniu
podjął sąd na wniosek prokuratury i na podstawie badań lekarzy psychologów i psychiatrów.
„Jest jeszcze jeden problem – po co opiekun socjalny osobie ubezwłasnowolnionej? Przecież sąd
przydziela komuś takiemu „opiekuna prawnego”. Ma się zajmować chorym człowiekiem, troszczyć
o niego, dbać, załatwiać. Nikt nie wie, kim był opiekun prawny w tej sprawie. Dotarł do niego – jak
się nieoficjalnie dowiadujemy – wrocławski magistrat, gdy zaczął wyjaśniać historię z mieszkaniem
podarowanym córce swojej opiekunki. Ów tajemniczy prawny opiekun napisał oświadczenie. „Nie
pamięta”, czy mówił opiekunce w Miejskiego Centrum Usług Socjalnych o ubezwłasnowolnieniu
podopiecznej. I co? Pozwolił, by „podarowała” swoje mieszkanie? Jak o nią dbał?”
Wszystkie podobne sprawy mają wspólny scenariusz: Wokół samotnej starszej osoby posiadającej
nieruchomość zaczynają się zbierać tajemniczy „przyjaciele”. I choćby była ubezwłasnowolniona,
to „przyjaciele” mimo to zaprowadzą ją do notariusza, który ochoczo sporządzi potrzebną umowę.
Sprzedający już swoich pieniędzy nie zobaczy, za to jest szansa, że szybko przeniesie się na tamten
świat.
Gazeta podkreśla: „Tego typu dziwne transakcje byłby niemożliwe bez świadomej pomocy
notariuszy. Albo bez dramatycznego braku profesjonalizmu osób wykonujących ten zawód. Na
razie prokuratura nie jest w stanie wyjaśnić, jak to jest, że starsi, schorowani, niemający kontaktu z
rzeczywistością ludzie odzyskują siły, zdrowie i świadomość tylko na chwilę. I to akurat wtedy,
kiedy zawierają umowę pozbawiającą ich dorobku całego życia”.

 

About Author

Skontaktuj się ze mną: