Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności – 9 maja w Krakowie

9 maja pod Grobem Nieznanego Żołnierza i Pomnikiem Grunwaldzkim w Krakowie małopolscy działacze ZMIANY uczcili pamięć żołnierzy 1 i 2 Armii Wojska Polskiego, zwycięzców II Wojny Światowej i pogromców niemieckiego okupanta.

Po utworzeniu szpaleru z flag narodowych i partyjnych i rozpoczęciu uroczystości gromkimi okrzykami „cześć i chwała bohaterom!”, zebrani wysłuchali przemówienia koordynatora małopolskiej ZMIANY, Michała Prokopowicza. Po jego zakończeniu pod Grobem Nieznanego Żołnierza złożono kwiaty i zapalono znicze.

9 maja Kraków

SONY DSC

SONY DSC

Poniżej pełen zapis wygłoszonego przemówienia.

Mija siedemdziesiąta rocznica pokonania III Rzeszy i zakończenia II wojny światowej w Europie. Polacy walczyli z Niemcami najdłużej spośród wszystkich narodów Europy. Walczyli z nimi od samego początku, bo wojna zaczęła się od ataku Niemiec na Polskę. Walczyli w niej do samego końca, bo bili Niemców nieprzerwanie aż do ich kapitulacji. W 1945 r. żołnierze 1 i 2 Armii Wojska Polskiego, walcząc z wojskami niemieckimi, wkroczyli na terytorium wroga. Oddziały 1 Armii ścigały go aż do samego serca III Rzeszy, wzięły udział w szturmie na Berlin i walczyły na ulicach tego miasta aż do ostatecznego złamania niemieckiego oporu.

Dzięki męstwu i waleczności tych żołnierzy, ich krwi przelanej na polu bitwy i życiu złożonemu w ofierze, Polska nie tylko wzięła rewanż za najazd z 1939 r., ale przede wszystkim wyszła z wojny jako państwo zwycięskie. Tymczasem dzisiaj, w trwającym od ponad 25 lat okresie Republiki Okrągłego Stołu, ich wkład w pokonanie III Rzeszy bywa albo celowo przemilczany, albo otwarcie deprecjonowany – z pobudek ideologicznych, w ramach tzw. antykomunizmu. Sugeruje się, że ci żołnierze nie walczyli dla Polski, tylko dla Związku Radzieckiego. Że służyli nie ojczyźnie, tylko Stalinowi. Wygłaszać takie brednie mogą tylko ludzie, którzy nie znają ani polskiej psychiki narodowej, ani psychiki żołnierza. Żaden polski żołnierz nie ruszyłby na wojnę, myśląc o obcym państwie czy obcym przywódcy. Wszyscy oni poszli się bić za Polskę i są jej bohaterami.

Boje 1 i 2 Armii Wojska Polskiego nie były ani wytworem komunizmu, ani wytworem sowieckiej propagandy (jak czasem sugerują środowiska polityczne, które posuwają swój „antykomunizm” aż do ojkofobii). Wyrosły one z bogatych tradycji polskiego czynu zbrojnego i są jej integralną częścią. Ciągłość pomiędzy nimi a tradycją polskiego oręża potwierdzają życiowe drogi wielu uczestników tamtych wydarzeń. W okresie walk Wojska Polskiego we Włoszech jego głównodowodzącym był Michał Rola-Żymierski – generał jeszcze przedwojenny, a wcześniej dowódca pułku w Legionach. Od władz Polski „Ludowej” otrzymał tytuł Naczelnego Dowódcy i stopień marszałka – oba na wzór Józefa Piłsudskiego. Organizatorem 1 Armii był generał Zygmunt Berling, przedwojenny oficer dyplomowany Wojska Polskiego.

Przykłady można by mnożyć. Ale żaden z nich nie ilustruje ciągłości naszych zbrojnych tradycji tak dobrze, jak wojskowy życiorys gen. dyw. Stefana Mossora. Swój szlak bojowy zaczął on jako żołnierz I Brygady Legionów. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, już jako oficer. W okresie międzywojennym stał się jednym z najwybitniejszych polskich teoretyków wojskowości. W wojnie z Niemcami w 1939 r. wziął udział jako dowódca pułku. Gdy w lutym 1945 r. został uwolniony z oflagu, wstąpił na ochotnika do „odrodzonego” Wojska Polskiego i wziął udział w jego walkach w Niemczech, najpierw jako zastępca szefa sztabu 1. Armii WP, potem jako zastępca dowódcy jednej z dywizji. Ale jego szlak bojowy nie zakończył się w maju 1945 r. W 1947 r., od kwietnia do lipca, generał Mossor dowodził akcją „Wisła”, mającą na celu oczyszczenie ówczesnych województw rzeszowskiego i lubelskiego ze zbrojnych band UPA i siatki cywilnej OUN, które to cele skutecznie zrealizował.

Nie można bowiem zapominać, że w Europie wojna skończyła się w maju 1945 r., ale w Polsce trwała o dwa lata dłużej. Była to wojna z UPA, która niedawno dokonała ludobójstwa na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, a której bandy paliły wsie w Polsce jeszcze po ostatecznej klęsce III Rzeszy. Dopiero akcja „Wisła” ostatecznie uwolniła polską ludność od ich terroru.

Tymczasem dzisiaj za naszą wschodnią granicą, na Ukrainie rządzący obóz „euromajdanu” wynosi kult UPA do rangi głównej ideologii państwowej. Polska klasa polityczna od początku wydatnie wspiera obóz „euromajdanu” i fraternizuje się z nim, choć uprawia on kult ludobójców Polaków. Prezydent Bronisław Komorowski, będąc najwyższym reprezentantem państwa polskiego, wystąpił w parlamencie Ukrainy i ściskał się z ukraińskimi władzami w tym samym dniu, w którym parlament Ukrainy uchwalił ustawę wprowadzającą kary za krytykę UPA. Ale i inni polscy politycy od samego początku jeździli na „majdan” do Kijowa, ściskali tam ręce neobanderowców pokroju Tiahnyboka, przemawiali stojąc pod flagą UPA i wznosili banderowskie okrzyki „Sława Ukrainie”. Dzisiaj, w patriotyczną rocznicę, trzeba jasno powiedzieć: ci polscy politycy nie są polskimi patriotami. Są hańbą Polski.

Jeżeli jako Polacy chcemy okazać się godni chlubnych tradycji polskiego oręża, powinniśmy dążyć do odbudowy siły wojskowej naszego kraju, zniszczonej wskutek celowych działań „sojuszników” zza Atlantyku. Silna polska narodowa armia nie jest i nigdy nie była w interesie NATO – amerykańskim imperialistom resztki Wojska Polskiego potrzebne są jedynie w roli sił okupacyjnych w kolejnych napastniczych wojnach. Grunwald w 1410 i Berlin w 1945 roku pokazały, jak Polacy powinni radzić sobie z próbami podporządkowania i demontażu naszej Ojczyzny przez Zachód.

Polskim żołnierzom – obrońcom ojczyzny w 1939 r. – bojownikom podziemia walczącym z okupantem – zdobywcom Berlina – zwycięzcom II wojny światowej – sława! Cześć i chwała bohaterom!

 

About Author

Skontaktuj się ze mną: