Augustyniak banner

Brexit – czyli zabawa w demokrację

Od kilku tygodni wszystkie media żyją Brexitem. Tym razem po greckiej zabawie w referendum, postanowili się w demokrację pobawić Wyspiarze. To juz dziś.

Nagłówki europejskiej prasy pytają – Wyjdą? Nie wyjdą? – I wieszczą rychły upadek Unii i samej Wielkiej Brytanii, jeśli Brytyjczycy zdecydują się Unię opuścić.

Powiedzmy sobie jednak bardzo szczerze, że Europa tylko by zyskała na wyjściu Brytyjczyków, bo od lat są oni w Unii najbardziej wpływowym reprezentantem amerykańskiej polityki i ich interesów, które niekoniecznie są zgodne z naszymi europejskimi. Od lat USA poprzez ten kraj wywiera naciski na nasz kontynent. Jeszcze kilka lat temu Europejczycy naiwnie wierzyli, że Unię można zreformować. Wierzyli, że z organizacji, która w swym założeniu miała służyć wyłącznie interesom wielkiego kapitału, uda się zrobić bardziej społeczny projekt. Było to niczym wiara w to, że powstałe po wojnach napoleońskich na Kongresie Wiedeńskim reakcyjne Święte Przymierze (zawiązane przez Rosję, Austrię i Prusy), może być narzędziem postępu i demokracji. W rzeczywistości Przymierze to zawarły najbardziej reakcyjne europejskie potęgi, tylko po to, by stać na straży starego porządku i nie mogło się ono zmienić w nic postępowego..

Przez ostatnie 10 lat ludzie wychodzili na ulicę europejskich miast z naiwnym choć słusznym hasłem – Europa socjalna, nie liberalna! Z czasem coraz bardziej rozumiejąc, że ta Europa, powstała na zasadach wolnego rynku i wolności tego rynku jedynie służąca, socjalną stać się nie może.

„Inny świat jest możliwy?” Możliwa jest inna Europa?”. Być może bez Wielkiej Brytanii byłoby to bardziej realne, bo sama Europa stałaby się bardziej suwerennym politycznym organizmem, niezależnym od Stanów Zjednoczonych i ich modelu neoliberalnej gospodarki, który na dziesieciolecia udało się narzucić Europie i dużej części świata? Być może też, że miejsce Wielkiej Brytanii jako amerykańskiego Konia Trojańskiego próbowałaby wtedy zająć Polska? Byłaby jeszcze bardziej serwilistyczna wobec władców z Waszyngtonu? Co do tego nie ma wątpliwości. Ale Polska to jednak nie Wielka Brytania i mimo szczerej chęci służenia Ameryce, nie ten potencjał i nie to znaczenie.

Kto wygra Brytyjskie referendum? Myślę, że to bez znaczenia.

W 2006 roku w referendum, Francuzi i Holendrzy zabawili się w demokrację i odrzucili projekt Konstytucji Europejskiej. Kilka lat później, praktycznie prawie nie zmieniona Konstytucję Europejską, ale już pod nazwą Traktatu Lizbońskiego, przyjęły parlamenty Francji i Holandii, tym razem nie odwołując się już do opinii nieprzewidywalnej tłuszczy. Jednak w 2009 roku zapragnęli zabawić się w demokrację Irlandczycy i Traktat Lizboński przyjąć w ogólnokrajowym referendum.

Tym razem to Irlandczycy skorzystali z referendum w sposób „nieodpowiedzialny”, bo niezgodny z interesami kapitału i eurokratów i Traktat odrzucili. Za rok trzeba było to naprawić i kazać Irlandczykom jeszcze raz głosować nad tym o czym już zdecydowali. Frekwencja była już mniejsza i tym razem traktat udało się przepchnąć. Gdyby się nie udało, to z cała pewnością referendum odbyłoby się ponownie, do skutku, bo w europejskiej demokracji można głosować, ale wynik musi być zgodny z oczekiwaniami. No i zaledwie rok temu, ojczyzna demokracji Grecja też do zabawy przystąpiła. W referendum zapytano Greków czy są za przyjęciem bądź odrzuceniem dyktatu Trojki (Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy) narzucającego Grecji politykę drakońskich cięć socjalnych i prywatyzacji majątku narodowego. Grecy odpowiedzieli w referendum – nie! Nie miało to jednak żadnego znaczenia dla „demokratycznego” rządu Grecji, który mimo to posłusznie zaczął zarzynać grecką gospodarkę, tak jak sobie tego życzyła Trojka.

W Wielkiej Brytanii może być podobnie. Wielka Brytania raczej pozostanie w Unii Europejskiej i to niezależnie od tego jak Brytyjczycy zagłosują. Jeśli zagłosują za pozostaniem, to Europa będzie mogła powiedzieć – Ludzie w Europie narzekają na brak czy tez fasadowość europejskiej demokracji, a tu proszę! Brytyjczycy głosują a my szanujemy ich wybory!

Jeśli Brytyjczycy będą głosować za wyjściem z UE…. no to mamy dwa warianty. Albo załatwimy to po irlandzku, czyli każą im głosować do pożądanego skutku; albo z demokracją rozprawią się na sposób francusko-holenderski, czyli to rząd Camerona podejmie odpowiedzialną decyzję za nieodpowiedzialny naród; w ostateczności można spróbować po grecku, czyli olać te hołotę i zachowywać się tak jakby żadnego referendum nie było.

Osobiście uważam, że referendum potwierdzające chęć dalszego pozostawania poszczególnych społeczeństw w UE, powinno się odbywać co roku, a najrzadziej co dwa lata, w każdym kraju członkowskim. Akcesja do UE to nie może być decyzja na całe życie, bez względu na to co ta Unia wyprawia. Unia wielu ludzi rozczarowała i choć kilka lat temu byli euroentuzjastami, dziś są wobec niej sceptyczni. Na tym polega demokracja, by to ciągle sprawdzać.

Wieczny strach kapitału i eurokratów z Komisji Europejskiej o to, że jakieś społeczeństwa nie widząc już dla siebie korzyści, będą chciały UE opuścić, wymuszałby też prawdziwy postęp. Unia trwałaby tylko za cenę postępu społecznego, albo by się rozpadła. Wtedy dopiero hasło Europy socjalnej nie liberalnej miałoby sens i nadzieje na realizację. To nie lud powinien bać się władzy ale władza ludu.

Jarosław Augustyniak

About Author

Skontaktuj się ze mną: