Piskorski będzie więziony przez kolejne miesiące

11 maja odbyła się kolejna rozprawa o przedłużenie tymczasowego aresztowania Mateusza Piskorskiego. I tym razem sąd, na żądanie prokuratury się zgodził. Piskorski pozostanie w areszcie co najmniej do sierpnia.

Poręczenia? A co to sąd obchodzi?

Tymczasowe aresztowanie, choć najbardziej dotkliwe dla podejrzanego, jest tylko jednym z trzech środków zabezpieczających, o których mówi Kodeks Postępowania Karnego. Obok niego wymienia też policyjny dozór i poręczenie. Obrona miała argumentować przed sądem, że dalszy areszt nie tylko jest bezcelowy i krzywdzący dla Piskorskiego, ale i dalsze jego trwanie z uwagi na niedawne pobicie go przez funkcjonariusza ABW, także niebezpieczne dla jego zdrowia i życia. Miała tak argumentować, bo jak było to nie mam pewności. Rozprawa znów odbyła się przy drzwiach zamkniętych, a adwokaci zasłaniając się obowiązkiem zachowania tajemnicy, nie chcieli mi udzielić żadnych wyjaśnień. Oczywiście znów też nikomu nie przeszkadzał fakt, że samemu zainteresowanemu kolejny raz odmówiono udziału w posiedzeniu. Mimo, że mają go w więzieniu i w każdym momencie mogą go dostarczyć do sądu, rozprawy cały czas mają charakter zaoczny, a jemu samemu odmawia się udziału we własnej sprawie.

Tym razem, mając za soba doświadczenia kolejnych przedłużeń aresztu, obrońcy zamiast tymczasowego aresztowania zaproponowali sądowi zebrane przez różnych ludzi poręczenia. Wśród poręczycieli znaleźli się m.in.: poseł na Sejm RP Janusz Sanocki oraz  łotewska europosłanka, Tatiania Żdanoka. O ile europosłanka napisała krótko, iż „gwarantuje, że w przypadku uchylenia tymczasowego aresztowania, Piskorski stawi się na każde żądanie polskich organów wymiaru sprawiedliwości”, o tyle Janusz Sanocki, poza standardową formułką poręczenia, pozwolił sobie na publicystyczny komentarz. Warto go tu w kilku miejscach przytoczyć.

Powątpiewając w sens stawianych Piskorskiemu zarzutów, Sanocki pisze: „Piskorski jawnie opowiadał się za opcją rosyjską, co w gruncie rzeczy dyskwalifikowałoby go jako rosyjskiego szpiega. Rosyjski szpieg – zgodnie z zasadą >>maskirowki<< powinien raczej publicznie występować z zajadle antyrosyjskimi deklaracjami, słowo >>putin<< wypowiadać z charakterystycznym grymasem obrzydzenia (i ma się rozumieć małą literą), a nazwę >>Rosja<< jak najczęściej łączyć ze słowem: >>agresja<<…” (wypisz, wymaluj, minister Maciarewicz! Panowie z ABW pojmali niewłaściwego człowieka! – przyp. autora). I dalej retorycznie pyta – „Co za pożytek byłby ze >>szpiega<<, który jest jawnie prorosyjski?”. Sanocki zauważa również, że jako dziennikarz i polityk, Piskorski – „nie miał dostępu do tajemnic urzędowych, nie pracował w ministerstwie i w związku z tym jego przydatność jako szpiega wydaje się znikoma”. Krytykując zaś tak długie, bo roczne już aresztowanie zauważa, że: „Prokuratura kierując wniosek do sądu o zastosowanie tymczasowego aresztowania w sprawie o szpiegostwo znanego dziennikarza i polityka, powinna mieć twarde dowody na potwierdzenie oskarżenia. Trudno się godzić na sytuację, w której w sposób spektakularny aresztuje się człowieka głoszącego poglądy odmienne od dominującej linii politycznej, bez posiadania niezbitych dowodów, a następnie przetrzymuje się go w więzieniu przez wiele miesięcy – gdyż w istocie zgoda na taką sytuację oznaczałaby zgodę na prześladowanie ludzi za ich poglądy.”. Sanocki w latach PRL był działaczem „Solidarności”, internowany w stanie wojennym w więzieniu spędził półtora roku. Wtedy nazywano go „pachołkiem Reagana”, dziś z goryczą dostrzega analogię, gdy przeciwników nazywa się „pachołkami Putina”. W przekonaniu posła wina Piskorskiego w zarzucanych mu czynach, jest mało prawdopodobna zaś – „wiele wskazuje na to, że prokuratura działa na polityczne zlecenie, wypływające z ostro antyrosyjskiej linii politycznej obecnych władz. Wskazuje na to także przedłużający się czas tymczasowego aresztowania, zupełnie niewytłumaczalny i absolutnie niemożliwy do zaakceptowania. Jeśli Piskorski jest szpiegiem, dawno powinien stanąć przed sądem. Jeśli oskarżenie nie miało podstaw, przed sądem powinien stanąć prokurator, który wydał nakaz aresztowania” – kończy swój wywód. Całkowicie się z tym zgadzam i ze swej strony dodam, że nie tylko on, ale także funkcjonariusze ABW i sędziowie, którzy pozostają do dyspozycji partii rządzącej, muszą odpowiedzieć za swe czyny, gdy ta władza już przeminie.

Co to dało? Mając na biurku ponad 50 poręczeń sąd ogłaszając swą decyzję o dalszym więzieniu Piskorskiego w ustnym uzasadnieniu nie uznał za stosowne, by poświęcić mu choćby jedno słowo. Sędzina (NAZWISKO) zbyła to milczeniem, zupełnie tak, jakby żadnych poręczeń nie było

Naukowa ekspertyza też do kosza

Po początkowych oskarżeniach o szpiegostwo na rzecz Iraku, Chin i Rosji, mających zapewne być pretekstem dla izolacji Piskorskiego w areszcie wydobywczym, mogliśmy przeczytać między innymi na łamach „Rzeczpospolitej”, do której dotarł ocenzurowany list z więzienia, że teraz Piskorskiemu zarzuca się między innymi to, że „próbował wpływać na polską opinie publiczną”. Jeśli to jest przestępstwo, to w takim razie w wiezieniu powinni od dawna gnić Tusk, Kaczyński i wszyscy polscy politycy. Przekonywanie opinii publicznej do własnych idei to przecież istota polityki w każdym demokratycznym kraju. Mając na względzie te i inne zarzuty pod których kątem, on i wzywani do ABW świadkowie, są przesłuchiwani, dwie polskie uczelnie podjęły się sporządzenia naukowej ekspertyzy, która miała odpowiedzieć na pytanie – czy czyny, które zarzuca się Piskorskiemu są czynami karalnymi? Odpowiedź obu ośrodków była podobna i sprowadza się do tego, że – „czyny zarzucane podejrzanemu nie wykazują znamion przestępstwa określonych w polskim kodeksie karnym”.

Sąd z ekspertyzą się zapoznał, ale chyba nie zrobiła na nim większego wrażenia. Wiemy tylko, że w ustnym uzasadnieniu swej decyzji, w przeciwieństwie do poręczeń, ekspertyzie poświecił … jedno zdanie. Jak dokładnie brzmiało? Nie wiem. Może – mam to gdzieś?

Boją się wszyscy, także prawnicy

Jest taki dowcip, który opowiadają sobie Amerykanie. Zaczyna się od pytania:

  • Co oznacza 1000 prawników na dnie oceanu?
  • … nie wiem
  • odpowiedź brzmi – to całkiem dobry początek optymistycznego opowiadania.

Coś w tym jest. Nikt ich przecież nie lubi i raczej nie darzy szacunkiem, a świat byłby pewnie bez nich lepszy. Bo trzeba mieć świadomość, że każdy prawnik, a na pewno zdecydowana ich większość, to po prostu ludzie tego systemu. Sam ukończyłem w latach dziewięćdziesiątych prawo na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego. Nigdy jako prawnik nie pracowałem. Kiedyś tylko hobbystycznie, gdy byłem zastępca naczelnego w tygodniku „Trybuna Robotnicza”, w kolumnie dotyczącej prawa pracy, odpowiadałem na pytania oszukiwanych przez pracodawców pracowników. Doświadczenia procesowego nie mam żadnego, ale zakładam, że obrońcy Piskorskiego składają różne wnioski w terminie, piszą pisma na nie zatłuszczonych kartkach papieru (na Berdyczów?), elokwentne skargi i zdecydowane zażalenia. Od strony formalno-prawnej robią pewnie wszystko co trzeba. Jednak jako ludzie systemu, jego część, nie dopuszczają do siebie nawet myśli, że proces, w którym uczestniczą nie jest uczciwy. Żaden proces polityczny nie jest przecież uczciwy. Nikt też nie przyzna, że jakiś toczący się proces to proces polityczny. Żyjemy przecież w wolnym demokratycznym kraju i mamy  „państwo prawa”! Z tych powodów, a zapewne także ze strachu o własną pozycję i pracę, nie wychodzą poza standardowe procedury, w których powtarzam – na pewno są dobrzy. Dlatego, z nie zrozumiałych dla mnie powodów, nie tylko mi nie chcieli udzielić żadnej informacji, ale odmówili też rozmowy z dziennikarzem niemieckiego prestiżowego „Spiegla”, który sprawą Piskorskiego się zainteresował. Zasłaniali się tym samym co władza, która akurat ma w tym interes – proces jest tajny!

Kilka dni temu w „Superstacji” mogliśmy zobaczyć adwokata Zbigniewa Stonogi, który w imieniu swojego klienta i na jego prośbę składał oświadczenie o tym, że pobito go w Komendzie Stołecznej. Dlaczego z podobnym oświadczeniem nie wystąpili obrońcy Piskorskiego, gdy ten sam stał się obiektem przemocy funkcjonariusza ABW? Czyżby kwestia używania wobec aresztowanych przemocy też była tajna?

Piskorskiego z więzienia nie wyciągną najlepiej napisane wnioski i dobrze wykorzystane procedury. Skoro siedzi w więzieniu na polityczne zlecenie to prawo nie ma znaczenia. Jemu może pomóc tylko medialny szum wokół tej skandalicznej sprawy.  Dziennikarze, prawnicy, ludzie, którzy mają coś do stracenia, boją się o siebie, swoją pracę i kariery. A może Piskorski powinien mieć adwokata z jakiegoś innego kraju? Niemca, Francuza, Włocha? Kogoś, komu Kaczyński, Maciarewicz, Kamiński czy Ziobro, nic nie mogą zrobić, a on nie musi się ich bać? Ale może ja się nie znam na tym? Niektórzy mówią mi, że adwokaci mają swoją strategię. Pytam – jaką? Tajemnica!? No dobrze, niech będzie, że tajemnica, ale skoro Piskorski siedzi już rok i dalej będzie siedział, to chyba najlepsza to ona nie jest?

Tak po ludzku trochę ich wszystkich rozumiem. Sam dużo piszę o sprawie Piskorskiego. Interesuję się nią od jego zatrzymania i staram się nagłaśniać wszystko o czym się dowiem. Pisałem o tym i na „Sputniku” i w „Faktach i Mitach”. No i wczoraj otrzymałem na 15 maja wezwanie na przesłuchanie do ABW. Gdybym więc nagle przestał pisać, zainteresujcie się co się stało. A może nie będzie tak źle i „tylko” mnie pobiją?

Jarosław Augustyniak

tekst ukazał się na Sputniku

About Author

Skontaktuj się ze mną: