Zoo nie dla hołoty

Szefostwo wrocławskiego ogrodu zoologicznego od dłuższego czasu robi wszystko, aby placówka ta była dostępna wyłącznie dla „wybranych”, dla „prawdziwej elity miasta”. To znaczy dla osób, które są w stanie bez mrugnięcia okiem wydać ponad 100 zł za wejście z rodziną. Od 16 kwietnia, w ramach „ukłonu w stronę mieszkańców” (tak mówi prezes Ratajszczak!), ceny biletów wzrosną co najmniej o 10 złotych.
„Za bilet normalny, który kosztował 30 zł, za dwa tygodnie trzeba będzie zapłacić 40 zł. Za bilet ulgowy – 30 zł (dotychczas 20 zł). Na wejściówkę rodzinną trzeba będzie wydać 120 zł (dotychczas 85 zł). Głębiej do portfeli muszą sięgnąć również studenci, dla których cena biletu zmieni się z 25 na 35 zł, także w studenckie środy zapłacą więcej – już nie 10 zł, ale 20 zł. Bilety grupowe normalne z 25 zł podrożeją do 30 zł, zaś ulgowe – z 12 do 20 zł. Bez zmian natomiast zostaną wejściówki dla emerytów i rencistów, a także karty roczne ulgowe i normalne. Zwiedzanie ogrodu i afrykarium w rodzinne poniedziałki też idzie w górę – z 50 do 80 zł.”
Oczywiście na otarcie łez pozostają symboliczne zniżki dla posiadaczy karty miejskiej „Urbancard”, tyle że jej wyrobienie wiąże się z udostępnieniem danych osobowych prywatnemu bankowi.
Podwyżka jest zdaniem prezesa ZOO nie do uniknięcia, bo: 1) rosną koszty utrzymania ZOO, i 2) trzeba spłacić gigantyczny kredyt wzięty na budowę afrykarium. Jednak dla każdego mieszkańca Wrocławia – miasta z niewiarygodnie rozrzutnymi włodarzami i słynącego z niejasnych interesów – argumenty takie wydają się rozbrajająco naiwne.

Hieny ……………

We Wrocławiu hieny można spotkać nie tylko w super-drogim ogrodzie zoologicznym. Te bestie
wyległy na ulice i mają się dobrze jak nigdy dotąd. Polują na ludzi starszych, chorych, słabych,
samotnych i bezbronnych. Żywią się nie ich mięsem, ale nieruchomościami.
Jak informuje Gazeta Wrocławska, mieszkania odbiera wrocławianom „kto żyw. Gangsterzy?
Lichwiarze? Też. Ale w historiach, które docierają do nas od lat, występują też… policjant –
dzielnicowy jednego z komisariatów, dyrektorka hospicjum, wysoka rangą urzędniczka z sądu.
Ostatnio pojawiła się też opowieść o opiekunce współpracującej z wrocławskim Miejskim Centrum
Usług Socjalnych, czyli instytucji podległej magistratowi.”
W 2010 roku pewna staruszka podarowała mieszkanie córce swojej opiekunki socjalnej. „Dwa lata
później starsza pani zmarła, a po dwóch kolejnych latach okazało się, że… była
ubezwłasnowolniona, gdy podpisywała akt notarialny darowizny mieszkania. Córka socjalnej
opiekunki zapewnia nas, że jej mama i mamy praca nie miały nic wspólnego z podarunkiem, o
ubezwłasnowolnieniu nikt nie wiedział, a staruszka – pani Wanda – była okazem zdrowia.” Jednak
jak wynika z artykułu, staruszka była leczona psychiatrycznie, zaś decyzję o ubezwłasnowolnieniu
podjął sąd na wniosek prokuratury i na podstawie badań lekarzy psychologów i psychiatrów.
„Jest jeszcze jeden problem – po co opiekun socjalny osobie ubezwłasnowolnionej? Przecież sąd
przydziela komuś takiemu „opiekuna prawnego”. Ma się zajmować chorym człowiekiem, troszczyć
o niego, dbać, załatwiać. Nikt nie wie, kim był opiekun prawny w tej sprawie. Dotarł do niego – jak
się nieoficjalnie dowiadujemy – wrocławski magistrat, gdy zaczął wyjaśniać historię z mieszkaniem
podarowanym córce swojej opiekunki. Ów tajemniczy prawny opiekun napisał oświadczenie. „Nie
pamięta”, czy mówił opiekunce w Miejskiego Centrum Usług Socjalnych o ubezwłasnowolnieniu
podopiecznej. I co? Pozwolił, by „podarowała” swoje mieszkanie? Jak o nią dbał?”
Wszystkie podobne sprawy mają wspólny scenariusz: Wokół samotnej starszej osoby posiadającej
nieruchomość zaczynają się zbierać tajemniczy „przyjaciele”. I choćby była ubezwłasnowolniona,
to „przyjaciele” mimo to zaprowadzą ją do notariusza, który ochoczo sporządzi potrzebną umowę.
Sprzedający już swoich pieniędzy nie zobaczy, za to jest szansa, że szybko przeniesie się na tamten
świat.
Gazeta podkreśla: „Tego typu dziwne transakcje byłby niemożliwe bez świadomej pomocy
notariuszy. Albo bez dramatycznego braku profesjonalizmu osób wykonujących ten zawód. Na
razie prokuratura nie jest w stanie wyjaśnić, jak to jest, że starsi, schorowani, niemający kontaktu z
rzeczywistością ludzie odzyskują siły, zdrowie i świadomość tylko na chwilę. I to akurat wtedy,
kiedy zawierają umowę pozbawiającą ich dorobku całego życia”.

 

Od cioci Unii na otarcie łez

Unia Europejska, której nasz kraj zawdzięcza całkowitą utratę suwerenności ekonomicznej i zniszczenie wielu gałęzi polskiej gospodarki, łaskawie rzuciła Dolnoślązakom ochłap na „aktywizację i pobudzanie optymizmu” wśród młodych bezrobotnych – niebagatelną kwotę… 60 milionów złotych.
Pieniądze te mają trafić do powiatowych urzędów pracy w całym województwie. Kto z nich skorzysta? „Obecne działania, zgodnie z intencją Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, kierowane są do osób poniżej 30. roku życia, które pozostają bez pracy, nie uczą się i nie korzystają ze szkoleń. To szczególnie trudna grupa, która mówiąc wprost nie widzi możliwości rozwoju i swojej przyszłości. Unijne fundusze i nasze wspólne działania mają pomóc w pobudzeniu aktywności i przede wszystkim pokazaniu, że przyszłość może być pozytywna” – mówi Monika Kwil-Skrzypińska, dyrektor Dolnośląskiego Wojewódzkiego Urzędu Pracy.
Z ostatnich danych wynika, że w lutym 2015 r. w grupie bezrobotnych do 30. roku życia było ponad 33,2 tys. osób. To blisko 27 proc. z całej grupy bezrobotnych Dolnoślązaków, których jest ponad 128 tys.
„Pomoc dla młodych bezrobotnych będzie kompleksowa. Zacznie się od diagnozy i oceny predyspozycji, ścieżki kształcenia i rozwoju. Wszystko po to, by młodzi Dolnoślązacy zdobyli lub uzupełnili wykształcenie, nabyli nowe kwalifikacje, które pozwolą im odnaleźć się zawodowo na rynku, który nie jest łatwy. Co więcej urzędy będą współpracować z pracodawcami po to, by powstały miejsca pracy” – wylicza korzyści nowego programu Ewa Grzebieniak, wicedyrektor ds. wdrażania Europejskiego Funduszu Społecznego w DWUP.
Podsumowując: kraj padł ofiarą dezindustrializacji (czyli od-przemysłowienia) i pod tym względem nic się nie zmieni, ale za to Bruksela przeznacza środki dla „współpracy z pracodawcami”, aby ci łaskawie zechcieli zatrudnić młodych bezrobotnych. Rzecz jasna na kiepskich warunkach. Dla ich szefów przyszłość na pewno „może być pozytywna”.

Piotr Biełło

Folwarki XXI wieku – Specjalne Strefy Ekonomiczne

Zacznijmy od sprawy podstawowej – czym są tak wychwalane w mediach Specjalne Strefy Ekonomiczne (SSE)? Na czym polega sekret pozwalający im mnożyć się i rosnąć jak grzyby po deszczu? (więcej…)

Wrocław – Eldorado dla oszustów w garniturach

Odkąd nasz kraj stał się kolonią ponadnarodowych korporacji, coraz bardziej upodabnia się XIX-wiecznych Chin, gdzie w wielkich miastach istniały specjalne strefy wydzielone i zarządzane przez obce mocarstwa i ich przedstawicieli handlowych. Podobny los, jak właśnie widzimy, spotkał Wrocław.

(więcej…)